Podczas gdy siedziałam na dość nudnym szkoleniu, zadano mi pytanie na temat studiów logopedycznych. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że zadawała je osoba, która mówi z językiem między zębami. Wada byłaby wyłapana przez przeciętnego Kowalskiego, który wcale nie musiałby wiedzieć kim jest logopeda. Nadal wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że ta osoba wybiera się na logopedię. Idąc tym tropem, przebolałabym też to, gdyby sama przed sobą stwierdziła, że wadę skoryguje do momentu ogarniania wad u innych - młodszych, starszych, po zawale, przed zawałem, po wylewie, przed wylewem, po wyciętej krtani, z krtanią i bez. Ale nie, nie nie - nic z tych rzeczy :-) Pani wady nie słyszy. Pani wady nie widzi. Pani chce być logopedą. Dlaczego? Bo tak.
I teraz mi się nasuwa: dlaczego?
a) bo to fajna praca
b) bo to modne
c) bo coś trzeba skończyć
d) bo ....
Żaden z tych powodów tak naprawdę samodzielnie nie jest dobry. Tak sobie myślę, że do specyficznych zawodów potrzeba też specyficznych predyspozycji i nie mówię tu o tym, że masz mieć 100% sprawny zgryz, 110 % nienagannej dykcji i w ogóle być we wszystkim, co związane z mówieniem najlepszym, ale że tak ujmę... bez jaj.
Smutne to w sumie. Najbardziej wkurzające jest to, że znam fajnych logopedów, którzy myślą, że nie są ok, że może nie mają dobrego podejścia, itd. (Tak, o Tobie mówię). A tu zjawia się ktoś, kto ma to totalnie w dupie. I potwierdza się teoria, że ci co się bardziej przejmują, mają gorzej. Ale całe szczęście dla tych wszystkich pod ich skrzydłem, że inaczej nie potrafią :-)
I tym optymistycznym akcentem, w tę nędzną pogodę zakończę.
Ha! o mnie ktoś kawałek posta napisał :) i żeby nie było, to ja mam jęzor między zębami w trakcie gadania :))) Doszłam do wniosku, że żeby się nie przejmować i cieszyć z własnej doskonałości wystarczy nie myśleć. I świat staje się prostszy a życie sukcesami usłane ;))
OdpowiedzUsuńNie wiesz co piszesz, myśląc, że mówisz z językiem między zębami :D
OdpowiedzUsuńAle się lekko czyta! :)
OdpowiedzUsuń